Nibiru Opublikowano 14 godzin temu Opublikowano 14 godzin temu Sobota, 3 października. Mglisty ranek, plan podróżniczy był zdecydowanie inny niż ten, który się wydarzyć miał, kiedy to nagle odezwał się głos: - Jedziemy? Jedziemy!? To jedziemy!!! - Ale masz lekko wybebeszoną kierownicę. - odparłem. - No to montuj ten czujnik stopu! - rzekła Czarnula. Jak sobie zażyczyła tak zrobiłem i wyruszyliśmy poza Wrocław, zamglone miasto pożegnało nas konkretną mgłą, która ustąpiła przed Trzebnicą. Teren, w który się kierujemy jest mi dość znany, znam go dzięki jazdom na dwóch kółkach, ale tymi kółkami nie są motocykle ani rowery tylko.... - No już się pochwalę za Ciebie. - rzekła Czarnula. Jeździ hulajnogą, nie mylić ze "stójnogą". Mijamy piękne wioski. Luksusowe boisko: Drogi są wąskie: Poznajemy wiejskie legendy: Na lokalnej stacji benzynowej nawiązujemy sympatyczną rozmowę z panem zafascynowanym Czarnulką, myśli, że przed chwilą wyjechała z salonu. - Tak, jeśli "przed chwilą" to 12 lat temu. - rzuciła Czarna. W Wielkiej Lipie zatrzymujemy się na ulicy Szczęśliwej: Jak i nie możemy sobie odmówić zdjęcia przy wiejskim kościółku: A jesień atakuje na każdym kroku: W Bagnie naszą uwagę zwraca dziwne drzewo:| Odwiedzamy też tajemnicze miejsce w lesie, ale o nim więcej w dalszej części opowieści. W Wołowie spotykamy samolot na rondzie: Ktoś tu się pręży do zdjęć. Ależ piękna budowla: Jadąc tak jadąc prze okolicę zatrzymujemy się na przerwę, zdjęcia nie oddają tego co mieliśmy przed sobą; dolina, pola, lasy, pracujące traktory... Kierujemy się w stronę Lubiąża, po drodze odwiedzamy ruiny pierwszej na świecie cukrowni buraczanej: I lądujemy w Lubiążu: Teraz kierujemy się do Wrocławia, do naszego garażu... - Wiesz, że idziesz zimować? - powiedziałem. - No spoko. - odpowiedziała Czarnula. - Zatem do wiosny, śpij słodko. - z łezkami wydusiłem te słowa... - A dostanę coś na wiosenną pobudkę? - spytała. - Tak, wkładkę K&N, dobranoc. Teraz witamy Jej Wysokość, seniorkę Majesty. Jedna wjechała, druga wyjechała. Wskaźnik ładowania wskazuje, że po trzech miesiącach postoju odpali od strzała. Ale jako, że Majka ma swój niepowtarzalny charakter, tak też się tak nie stało. Cykanie przekaźnika, no to pod prostownik: - Spróbuj mnie odpalić cwaniaku. - rzekła Majka. Przekaźnik cyka i cyka, ruszyłem kablami, rozrusznik zaczął kręcić, ale jakby "na sucho" bez "łapania" zapłonu. - Męcz się dalej. - rzuciła. Nagle skoczyła iskra przy kablu masowym przy rozruszniku i zagadała. Okazało się, że kabel był odkręcony, dlatego był problem z rozruchem. - Hihihihi. - zarechotała. Gaźnik przelał trochę paliwa, rozgrzała się i pojechaliśmy zalać do pełna. Kierujemy się w stronę Brzegu Dolnego: Majka zażyczyła sobie zdjęcie przy pałacu: Trasa znów rozpieszcza nas widokami: I po raz kolejny lądujemy w tajemniczym miejscu: Już wyjaśniamy co to jest: - Jedźmy do Osolina. - zaproponowała Majka. W Wielkiej Lipie znów zrobiliśmy zdjęcie pod kościołem. I pod tajemniczym pałacem: Jest po 18, słońce powoli się chowa, cała okolica usiana jest stadninami: Można wyłapać nawet bajkowy ogród: W oddali pojawił się nawet balon: Jak i "pśok": - Wracamy do domu, tak fajnie jedziesz, zajedźmy jeszcze na spaloną budkę. - zaproponowałem. Jesteśmy już w granicy Wrocławia, nagle poczułem lekkie szarpnięcie. - Co Ci? - spytałem. - Nic, a Ci. - odparła. Jedziemy i kilkaset metrów po szarpnięciu czuję, że Majka nie reaguje na gaz i zwalnia jakby coś się stało... Pierwsza myśli, wywaliło olej, plamy na drodze, cylinder zalany od góry, ale... ani to kleiste, ani to chłodziwo. No to kręcimy. Od razu było wiadomo co się stało. Spadł wąż paliwa z kranika, a podciśnienie z gaźnika wesoło uwalniało paliwo po okolicy. - Przecież w garażu krytykowałeś założony pół roku temu nowy wężyk, że jest twardy jak beton. - skwitowała Majka. Racja wężem można rozbić piniatę. Założyłem sprawcę na swoje miejsce, gaźnik się napełnił, Majka zagadała. Dojechaliśmy do domu: | - Dobranoc. - powiedziałem. - Ogarnij ten wąż. - odpowiedziała. Była to moja pierwsza wycieczka, w który uwikłane były dwie Yamahy. X-max przejechał około 180km, a Majesty dorzuciła niecałe 90 killometrów. Awaria miała miejsce 14 kilometrów przed domem, nie ukrywam, że przeraziłem się, ale jak zawsze wszystko co się dobrze zaczyna dobrze się kończy. Mapa przejazdu Czarnulą, Majki przejazdu nie utrwaliłem. 1
snajper-psg1 Opublikowano 2 godziny temu Opublikowano 2 godziny temu Po przeczytaniu zastanawiam się tylko czy jeździsz dla samej frajdy z jazdy czy jeździsz i robisz jednocześnie reportaż 😁
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się